czwartek, 7 kwietnia 2011

Kim był św. Brat Albert dla papieża Jana Pawła II - beatyfikacja


                Wyznaczono już dzień beatyfikacji Jana Pawła II. Naród polski z utęsknieniem i bijącym sercem oczekuje dnia pierwszego maja bieżącego roku.Słyszymy, że jego kanonizacja nie będzie trwała długo - napływają już listy z całego świata o cudach za przyczyną tego wielkiego Polaka. Mamy wielką nadzieję, że również  Polskę, swoją Ojczyznę otoczy ochronnym parasolem. Wyprosi u Boga Ojca jej przemianę, a zwłaszcza Intronizację Chrystusa na Króla  Polski, co uratuje ją i wiele innych narodów...Chcemy przy okazji beatyfikacji zastanowić się skąd czerpał siły, co spowodowało jego wielkość, ogromny patriotyzm...niepowtarzalność... a przede wszystkim świętość...
                      Był taki człowiek, który stał się wzorem dla młodego Wojtyły...Był nim Brat Albert.

           Karol Wojtyła już od najmłodszych lat widział w Adamie Chmielowskim- przyszłym Bracie Albercie wzór do naśladowania...
 Jakże często porównuje się życie przyszłego papieża, do życia Brata Alberta. Obaj w młodości fascynowali się sztuką, obaj również poświęcili się Bogu. Musieli wybrać między jednym powołaniem, a drugim...

                       Jan Paweł II w książce ,,Dar i tajemnica", o Bracie Albercie pisał w ten sposób: Dla mnie jego postać miała znaczenie decydujące, ponieważ w okr,,esie mojego własnego odchodzenia od sztuki, od literatury i od teatru, znalazłem w nim szczególnie duchowe oparcie i wzór radykalnego wyboru drogi powołania"

 

                               Wszechstronność Jana Pawła II jest fascynująca:
     Poeta, poliglota, aktor, dramaturg, pedagog, filozof historii, fenomenolog, mistyk. 


     Dziwnym trafem w 1932r. na Cmentarzu Rakowickim, w zapomnianej mogile ziemnej znaleziono ciało  Adama Chmielowskiego - Brata Alberta.
                W  1938r. został odznaczony przez Prezydenta II RP Ignacego Mościckiego Wielką Wstęgą Orderu Polonia Restituta - za wybitne zasługi dla kraju i społeczeństwa.
                Etap szlaku bojowego Brata Alberta nie jest dobrze znany. Sam Brat Albert pisze do Komitetu Francusko - Polskiego list o pomoc. Właśnie ten list przechowywany jest w Muzeum w Rapperswil. Jego odpis jest w Bibliotece Narodowej w Warszawie - jego data -13 maja 1864r. ,,Walczyłem o niepodległość mojej ojczyzny - pisze Brat Albert - pod rozkazami i w oddziale pułkownika Chmieleńskiego. Dnia 1 października 1863r. zostałem ciężko ranny pod Mełchowem, gdzie straciłem lewą  nogę..."

The image “http://thm-a01.yimg.com/nimage/7e575db138b80bfa” cannot be displayed, because it contains errors.




                W Gminie Lelów, na ziemi częstochowskiej jest mała wioska - Mełchów... Zaś pułkownik Zygmunt Chmieleński to wybitny dowódca powstania styczniowego. Stoczył on na ziemi częstochowskiej większość swoich walk... Janów, Koniecpol, Szczekociny. Tam walczył również Adam Chmielowski. Istnieje książka p.t. ,,Adam Chmielowski" Alicji Okońskiej - bardzo trudno dostępna. Tam opisane są dzieje Adama Chmielowskiego. W Janowie znajduje się kapliczka - kolumna, poświęcona powstańcom styczniowym. W śród nich znajduje się Adam Chmielowski - Brat Albert.



Ta kapliczka jest początkiem szlaku bojowego Adama. Walczy wtedy pod dowództwem Leona Frankowskiego. Ten młody ,,chłopaczek" stoczył wiele zwycięskich potyczek z Kozakami. Jednak w Słupczy pod Sandomierzem nieprzyjaciel  rozbija jego oddział, a 1 kwietnia 1863r. młodzieniec zawisł na szubienicy. Niedobitki oddziału schroniły się pod Święty Krzyż i przeszli pod dowództwo Mariana Langiewicza - naczelnika sił zbrojnych województwa sandomierskiego, a potem głównodowodzącego powstaniem. Dyktatura Langiewicza trwała kilka dni, bo 18 czerwca 1863r. jego wojska zostały rozbite pod Grochowiskami. Dowódca uchodzi do Galicji i zostaje zatrzymany przez Austriaków.
             W tej bitwie Adam Chmielowski walczył w oddziale kawalerii Rochenbruna - francuskiego oficera. Rozbici kawalerzyści chcieli przeprawić się przez Wisłę w Ujściu Jezuickim - obok Dunajca. Trafili jednak do niewoli austriackiej - potężnej twierdzy  w Ołomuńcu. Tam Adam zapoznał się z Zygmuntem Chmieleńskim, który ukończył Akademię Wojenną w Petersburgu. Po wielu próbach udało się Chmieleńskiemu uciec z Ołomuńca i w okolicach Sandomierza utworzyć grupę kosynierów i kawalerzystów. Adam również ucieka z Twierdzy w przebraniu żołnierza austriackiego i po wielu przygodach przemierza Galicję, udając się do Chmieleńskiego. Zostaje podoficerem w II plutonie kawalerii Rzepeckiego. Jest  więc kawalerzystą podążającym w kierunku Janowa pod Częstochową.  
              Janów został  właśnie zajęty przez roty Kozaków. Obok kaplicy św. Nepomucena - księdza, który dochował tajemnicy spowiedzi i przez to został wrzucony do Wełtawy,




na rozkaz Cara - znajdował się staw kąpieliskowy na Wiercicy. Chmieleński nocą podkradł się w te okolice i zauważył, że Kozacy złożyli w kozły swoją broń i rozebrani zaczęli się w tym stawie kąpać. Zaatakowani przez Zygmunta nie mieli żadnych szans ucieczki. Polegli wszyscy. Powstańcy ze zdobyczną bronią poszli w kierunku Przyrowa. Rosyjska odsiecz pod wodzą pułkownika  Ernrotha nie dawała im jednak spokoju.

      Dziwnym trafem w 1932r. na Cmentarzu Rakowickim, w zapomnianej mogile ziemnej znaleziono ciało  Adama Chmielowskiego - Brata Alberta.
                W  1938r. został odznaczony przez Prezydenta II RP Ignacego Mościckiego Wielką Wstęgą Orderu Polonia Restituta - za wybitne zasługi dla kraju i społeczeństwa.
                Etap szlaku bojowego Brata Alberta nie jest dobrze znany. Sam Brat Albert pisze do Komitetu Francusko - Polskiego list o pomoc. Właśnie ten list przechowywany jest w Muzeum w Rapperswil. Jego odpis jest w Bibliotece Narodowej w Warszawie - jego data -13 maja 1864r. ,,Walczyłem o niepodległość mojej ojczyzny - pisze Brat Albert - pod rozkazami i w oddziale pułkownika Chmieleńskiego. Dnia 1 października 1863r. zostałem ciężko ranny pod Mełchowem, gdzie straciłem lewą  nogę..."

                W Gminie Lelów, na ziemi częstochowskiej jest mała wioska - Mełchów... Zaś pułkownik Zygmunt Chmieleński to wybitny dowódca powstania styczniowego. Stoczył on na ziemi częstochowskiej większość swoich walk... Janów, Koniecpol, Szczekociny. Tam walczył również Adam Chmielowski. Istnieje książka p.t. ,,Adam Chmielowski" Alicji Okońskiej - bardzo trudno dostępna. Tam opisane są dzieje Adama Chmielowskiego. W Janowie znajduje się kapliczka - kolumna poświęcona powstańcom styczniowym. W śród nich znajduje się Adam Chmielowski - Brat Albert. Ta kapliczka jest początkiem szlaku bojowego Adama. Walczy wtedy pod dowództwem Leona Frankowskiego. Ten młody ,,chłopaczek" stoczył wiele zwycięskich potyczek z Kozakami. Jednak w Słupczy pod Sandomierzem nieprzyjaciel  rozbija jego oddział, a 1 kwietnia 1863r. młodzieniec zawisł na szubienicy. Niedobitki oddziału schroniły się pod Święty Krzyż i przeszli pod dowództwo Mariana Langiewicza - naczelnika sił zbrojnych województwa sandomierskiego, a potem głównodowodzącego powstaniem. Dyktatura Langiewicza trwała kilka dni, bo 18 czerwca 1863r. jego wojska zostały rozbite pod Grochowiskami. Dowódca uchodzi do Galicji i zostaje zatrzymany przez Austriaków.
              W tej bitwie Adam Chmielowski walczył w oddziale kawalerii Rochenbruna - francuskiego oficera. Rozbici kawalerzyści chcieli przeprawić się przez Wisłę w Ujściu Jezuickim - obok Dunajca. Trafili jednak do niewoli austriackiej - potężnej twierdzy  w Ołomuńcu. Tam Adam zapoznał się z Zygmuntem Chmieleńskim, który ukończył Akademię Wojenną w Petersburgu. Po wielu próbach udało się Chmieleńskiemu uciec z Ołomuńca i w okolicach Sandomierza utworzyć grupę kosynierów i kawalerzystów. Adam również ucieka z Twierdzy w przebraniu żołnierza austriackiego i po wielu przygodach przemierza Galicję,
udając się do Chmieleńskiego. Zostaje podoficerem w II plutonie kawalerii Rzepeckiego. Jest  więc kawalerzystą podążającym w kierunku Janowa pod Częstochową.  
              Janów został  właśnie zajęty przez roty Kozaków. Obok kaplicy św. Nepomucena - księdza, który dochował tajemnicy spowiedzi i przez to został wrzucony do Wełtawy, na rozkaz Cara - znajdował się staw kąpieliskowy na Wiercicy. Chmieleński nocą podkradł się w te okolice i zauważył, że Kozacy złożyli w kozły swoją broń i rozebrani zaczęli się w tym stawie kąpać. Zaatakowani przez Zygmunta nie mieli żadnych szans ucieczki. Polegli wszyscy. Powstańcy ze zdobyczną bronią poszli w kierunku Przyrowa. Rosyjska odsiecz pod wodzą pułkownika  Ernrotha nie dawała im jednak spokoju.
               Pokonali go w potyczce i uszli w lasy w kierunku Koniecpola. Rosjanie, rozwścieczeni podpalili Janów, a kilku zabitych mieszkańców wrzucili do studni – zasypując ją [Ścigał ich, gdzie tylko się pojawili
              Adam Chmielowski, pod wodzą Zygmunta Chmieleńskiego, walczył jako kawalerzysta. Dorobił się nawet stopnia podoficera. Walki jednak były bardzo ciężkie. Młodzi chłopcy mający zaledwie po szesnaście do dwudziestu pięciu lat, walczyli z nawałą rosyjską nie mając odpowiedniego uzbrojenia, nie mając koni, nie mając wystarczającej ilości ludzi. Broń palną zdobyli na wrogu, ale bardzo musieli oszczędzać nabojów. A tu napastnik deptał im po piętach i trzeba było stoczyć z nim wiele bitew. Jedne były wygrane, a drugie przegrane. Byli tak zmęczeni, że spali na stojąco.
               Mimo takich ciężkich warunków, byli jednak górą – oddział Zygmunta powiększył się nieco. Stoczyli wiele bitew między Koniecpolem a Szczekocinami.
               Rosjanie mieli ze sobą armaty. Pomimo tego jednak 28 lipca powstańcy bronili się  przez cały dzień, utrzymując ogromną linię frontu od Zarogu po Załęże. Ponieśli duże straty i wycofali się w lasy, dochodząc aż do Chlewskiej Woli. Po drodze umierali ranni. Chowano ich  na wzgórkach i oznaczano te miejsca krzyżami, na których rosły jeszcze gałęzie. Nie było czasu na dokładność...
              Zygmunt zebrał nieco ludzi Bo swoi kiwali się na koniach w czasie służby. Chmielowski rozstawiał nocą warty i nie zaznał wypoczynku. Rano słońce wyszło nad drzewa i zaświeciło pięknie akurat nad świeżą mogiłą. Adam stanął tam i odmówił modlitwy. Otoczyli go powstańcy i mimo wyczerpania długo tam stali...
  
Niejeden myślał o swoim losie, o zostawionej w chacie rodzinie, o matce zalewającej się łzami przy pożegnaniu. Oni dzisiaj tu...nam pisano nieco dalej...Jakież to smutne i tragiczne to nasze życie. Ojczyzna jednak zawołała i trzeba było iść... Na zaciśniętych wargach pojawiła się jakaś nadzieja. Zaczęły coś szeptać. Najpierw bardzo cicho, a potem coraz głośniej... i głośniej. Głowy podniosły się wysoko, a z gardeł wydobyła się pieśń... Płynęła ponad drzewami, powtarzało ją echo leśne. Lśniła w słońcu i  tak się wydawało, że szepta ją również brać przysypana ziemią. Do stojących wokół mogiły podszedł również ich dowódca i śpiewał razem z nimi. Przytknął dłoń do ust, bo chciał im powiedzieć, że Moskal czuwa... że ; mogą usłyszeć... Ale oni porwani melodią i jakimś dziwnym  uniesieniem, śpiewali jeszcze głośniej...

              Jak to na wojence ładnie,
             Kiedy ułan z konia spadnie.
            Koledzy go nie ratują/
           Jeszcze końmi go tratują.

               Konik jego obok niego,
               Grzebie nóżką, żałuje  go.
               Już wygrzebał po kolana,
               Chce pochować swego pana.
 
           A nad grobem krzyż drewniany,
           Śpij żołnierzu, śpij kochany.
           Śpij kolego, twarde łoże.
           Zobaczym  się jutro może.

                Śpij kolego, bo na wojnie,
                Tylko w grobie jest spokojnie.

                Śpij kolego w ciemnym grobie,
                Niech się Polska przyśni tobie.



Coś przeleciało ponad drzewami, ścinając czubki i pojawiło się nad ich głowami. Opodal wybuchł potężny szrapnel, czyniąc spustoszenie wśród koni. Potem posypał się grad kul. Uciekli w las, trzymając za uzdy konie. Wywiązała się bitwa, jakich nie brakowało od dłuższego czasu. Zginęło kilkudziesięciu żołnierzy. Pułkownik Szulman atakował ostro. Zygmunt wycofał się za Pilicę w kierunku Lelowa.18 sierpnia na południe od Lelowa wysłał zwiad, który wpadł w ręce Moskali, a powstańcy zostali zaatakowani znienacka. Oddziały rozproszyły się i wycofały na Włoszczową. Trzy dni błąkali się po lasach i drogach, aż znaleźli się w Kątach nad Pilicą. Pod Białą usypali jeszcze jedną mogiłę powstańczą, na wzgórzu starego cmentarza.
Zygmunt powiększył oddział, ale 3 września pod Przedborzem zmuszeni byli do ucieczki przed nieprzyjacielem, osłaniani przez konnicę Adama. Dotarli  do Jędrzejowa i tu długo nie stykali się z wrogiem. Jednak 22 września w Ciernie, nad Białą Nidą stoczyli bój z przeważającym wrogiem. Pluton Adama nie wychodził z ognia. Wyczerpani walką powstańcy zatrzymali się we wsi Wawrzyn. Adam jak zwykle rozstawiał warty swoimi ułanami. W pewnym momencie uderzyli Rosjanie i Zygmunt dał rozkaz aby ich odparli kawalerzyści. Spostrzegł jednak brak plutonu Adama, który bardzo osłabiał konnicę. Kiedy zmęczony kawalerzysta dopadł dowódcy, aby zapytać o rozkazy, ten zmierzył do niego rewolwer i wypalił... Uznał go za dezertera i zdrajcę. I tu stał się naprawdę wielki cud. Broń zacięła się i Adam wyjaśnił sytuację. Bóg wiedział co Adam ma w przyszłości zrobić dla Niego... i dla biednych...
                Pod Wawrzynem wywiązała się kolejna, uciążliwa bitwa. Powstańcy byli już zupełnie wyczerpani. Wycofali się nocą przez lasy pod Secemin. Tu jednak doszło ponownie do bitwy. To już trzy dni nie spali, a Rosjanie wciąż ich doganiali. Zmęczenie przechodziło wszelkie granice. Uratował ich niesamowity manewr Zygmunta.
                 Otóż ustawił swoją niezawodną konnicę na czystym polu – frontem do Moskali. Byli zdziwieni tym manewrem i nie uderzyli od razu. Dzięki temu piechota wycofała się w bezpieczne miejsce, a konnica zrobiła zwrot i szaleńczym pędem przebiegła około 6 kilometrów w stronę Secemina. Wróg pozostał daleko w tyle. Wielu kawalerzystów nie wytrzymało  tej okropnej gonitwy. Ranni  pospadali z koni i dostali się w ręce wroga. A to była pewna śmierć.
Ta walka z regularnym żołnierzem stawała się szaleństwem. Młodzi ludzie byli u kresu sił. Adam zgubił kożuch, którym się czasami grzał i teraz przytulał się tylko do konia... 


Powstańcy przemaszerowali z Secemina do Drochlina. Zygmunt w celu odbudowania swojego oddziału zaszył się we wsi Mełchów. Rano pojawili się tam Moskale i natychmiast zaatakowali stojącą na skraju wsi konnicę artyleryjskim ostrzałem. Piechota stała zz drugiej strony wsi za wąwozem. Dowódca konnicy Rzepecki wysłał Adama do Zygmunta po rozkazy. Adam leciał na koniu pośród gradu kul. Padały tak gęsto, że zwierzę stuliło uszy przeskakując wyrwy i obalone drzewa. Kiedy wracał z rozkazami, rosyjski granat zabił mu konia, a on ranny w nogę leżał skrwawiony obok... Zauważyli go swoi i wynieśli z pola ostrzału na karabinach. Lewa noga Adama zwisała bezwładnie. Kiedy mu ją obmyto w pobliskiej chałupie, okazało się, że jest całkowicie rozszarpana.
Bitwa pod Mełchowem kończyła jego szlak bojowy. Była przegrana.  Poległo ponad 80- ciu młodych ludzi. Leżeli pokotem obok swoich koni. Pokiereszowani ruszali się jeszcze. Nie było jednak nadziei na ich ocalenie. Nikt się tym nie interesował. Zwycięzcy wyjmowali tytoń  z machorek i  podpalali ogniska. Powstańcy umierali cicho, przykładając do ziemi pokrwawione głowy. Tamci patrzyli tępo na krwawe żniwo, którego sami dokonali.
               Zygmunt Chmieleński wraz z Leonem Frankowskim walczył jeszcze z przeważającym wrogiem. Jego ostatnia bitwa pod Bodzechowem okazała się naprawdę ostatnią. Ranny dostał się do niewoli i w dniu 16 grudnia zginął na szubienicy. Adam też był w tej chwili w rosyjskich rękach. Po przeprowadzeniu amputacji nogi w ambulansie doktora Forkiewicza, na żywo, bez zasypiania, zabieg powtórzono w więzieniu w Koniecpolu. Kiedy doszedł do siebie, groziła mu zsyłka na Sybir. Uratował go splot dziwnych wydarzeń. Opuścił szpital w trumnie, w której zamiast zmarłego nieboszczyka schowano Adama. Posługacz szpitalny Tyfon – Białorusin – zaprzyjaźniony z Adamem, włożył zmarłego żołnierza rosyjskiego do słomy na swoim wozie,  do trumny włożył Adama. Wyjechali do lasu, gdzie czekał kuzyn Adama i pomógł w dalszej ucieczce. Mówią Francuzi, że sami go wydobyli z więzienia. Jego matka miała wybłagać darowanie winy u generała Czengiery – tego samego, który powiesił Zygmunta. Nie wiadomo kto miał w tym przypadku rację.
            Adam Chmielowski znalazł się jednak na wolności w Paryżu. Gutaperkowa noga była dość sprawna. Adam jeździł nawet na łyżwach i robił wspaniałe figury, by się przypodobać pewnej dziewczynie, która była dla niego obojętna. Lucyna Siemieńska nie chciała nawiązywać kontaktów z beznogim. Daremnie Adam cierpiał męki podczas jazdy na łyżwach. Był nazywany ,,niesamowitym Polakiem”.
        









                              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz